Obsługujemy klientów w Wielkiej Brytanii, Dubaju, Japonii, Australii – Sylwia Kupiec, Shine On Agency

 | 

BNI Polska

Przygoda Sylwii Kupiec z branżą mediów społecznościowych zaczęła się jeszcze na studiach, kiedy to wraz z koleżankami zorganizowały głośną akcję viralową. Od 4 lat prowadzi Shine On Agency – agencję social media i na swoim koncie ma ponad 200 zadowolonych klientów w Polsce, Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Dubaju. Jaką drogę biznesową przeszła?

Z wywiadu z Sylwią dowiesz się:

  1. Jak rozwinąć biznes od zera.
  2. Skąd pozyskać pierwszych klientów.
  3. W jaki sposób dotrzeć na rynki zagraniczne.

Wywiad do obejrzenia

                 

Wywiad do przeczytania

DM: Dzień dobry. Nazywam się Damian Masel. Mam przyjemność rozmawiać z Sylwią Kupiec, właścicielką agencji social media – Shine On Agency. Cześć, Sylwio.

SK: Cześć, Damianie.

DM: Sylwio – powiedz, czym się zajmujesz, co robisz na co dzień?

SK: Od siedmiu lat jestem specjalistką w branży mediów społecznościowych, posiadam też swoją agencję social media – Shine On Agency. Zajmujemy się przede wszystkim obsługą firm oraz marek na takich portalach, jak Facebook, Instagram, LinkedIn, Twitter czy Pinterest. Oprócz tego tworzymy jeszcze zaawansowane kampanie reklamowe, które pozwalają naszym klientom laserowo dotrzeć do najbardziej pożądanej przez nich grupy odbiorców, zwiększając przy tym sprzedaż lub rozpoznawalność ich marek. Budujemy niepowtarzalny wizerunek tych firm za pomocą social media.

DM: Powiedz coś więcej a propos klientów, z którymi pracujecie: ilu klientów obsługujecie? Jak wygląda współpraca? Jaka jest skala Waszej agencji, bo jest to również istotne.

SK: Działamy głównie na zasadzie współpracy abonamentowych, czyli długofalowych, które rozliczamy z miesiąca na miesiąc. Działania w social media nie powinny być doraźne, powinny trwać nieprzerwanie. Wiadomo – to jest po prostu budowanie marki. To są kampanie, które powinny trwać, żeby miały sens, aby odbywała się sprzedaż. W ciągu ostatniego roku obsłużyliśmy około 100 klientów, w tym były to zlecenia stałe plus bardziej jednorazowe akcje. Są to głównie klienci biznesowi, czyli firmy, ale również marki osobiste – obsługujemy też coachów, trenerów, influencerów. Jeśli chodzi o skalę firm, to początkowo zaczynaliśmy od mniejszych. Teraz są to średnie, duże lub nawet korporacje.

DM: Wspomniałaś o dużych firmach. W słowie „korporacja” jest coś, co zawsze elektryzuje. Gdybyś mogła uchylić rąbka tajemnicy – z kim współpracujecie? Jakie firmy obsługuje Twoja agencja?

SK: Mamy takich dwóch gigantów z branży IT: pierwszy to jeden z największych producentów procesorów na świecie, a drugi to Microsoft, którego nie trzeba przedstawiać, bo każdy wie, czym się zajmuje. W swoim portfolio mamy też bardzo ciekawą firmę, dzięki której udało się nam wejść na rynki zagraniczne, australijski oraz japoński.

DM: Jaka to firma? Czym się zajmuje? Australia i Japonia to takie niecodzienne kierunki dla firm, które są ulokowane w Polsce.

SK: Jest to firma „Take me to Japan”. Jej działalność polega na tym, że pozyskujemy dla nich studentów, którzy chcieliby odbywać studia lub podjąć naukę w szkole w Japonii, po której to edukacji mogliby dostać zatrudnienie w określonych miejscach. Kolejnym naszym ciekawym klientem to jest jedna z największych i najbardziej znanych uczelni w Krakowie, czyli Akademia Górniczo-Hutnicza. Dla AGH prowadziliśmy rekrutację studentów, zapisy na kierunki.

Przeczytaj także: 26 lat doświadczenia w branży IT pozwala nam rozwiązać najtrudniejsze problemy w firmach | Zorius.pl

DM: Social media wielu osobom kojarzy się z dodaniem posta, dodaniem zdjęcia, a, z tego co mówisz, to bardzo ciekawe tematy – rekrutacja studentów na uczelnie w Japonii, rekrutacja studentów krakowskiej uczelni. A inne działania, jakie prowadzi Twoja firma? Jakie to?

SK: Wachlarz jest tak naprawdę bardzo szeroki. Tak, jak powiedziałeś, social media każdemu się kojarzą z wrzuceniem posta. Oczywiście jest to jedna z usług, które oferujemy. Często klienci nie mają czasu i oczywiście zlecają to zewnętrznym agencjom, takim jak nasza, bo, jak nie każdy wie, przygotowanie dobrego posta, wykonanie grafiki niekiedy pochłania dużo czasu. Ale są to też przede wszystkim zaawansowane kampanie reklamowe Facebook Ads, Instagram Ads, czy kampanie na LinkedIn. Każdy z tych portali ma własne systemy reklamowe, które pozwalają nam w bardzo zaawansowany sposób dotrzeć do najbardziej pożądanej grupy docelowej.

Jeśli chodzi o branżę, to mamy tutaj spory rozstrzał. Obsługujemy strefy, ja to nazywam – przystępne – jak na przykład beauty, fitness, moda, ale mamy też takie, nieco, mogłoby się niektórym wydawać, ciężkie do ugryzienia za pomocą mediów społecznościowych: ubezpieczenia, kredyty, czy nawet taki najciekawszy przypadek – handel węglem. Mamy klienta, który sprzedaje węgiel za pośrednictwem Facebooka i idzie mu to całkiem nieźle.

Dlatego cały czas powtarzam, że jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy warto reklamować się w social mediach i czy w ogóle w nich istnieć, to zawsze odpowiadam: niezależnie od tego, jaka to jest firma, nie ma branży, która nie nadałaby się do tych działań.

DM: Bo nie zawsze musi to być cel sprzedażowy, czasami bardziej wizerunkowy, np. rekrutacja. Jakie jeszcze inne cele realizujecie dla swoich klientów?

SK: W zależności od tego, jaką potrzebę ma klient, dobieramy dla niego najbardziej pożądany i najlepszy cel reklamowy. Może to być kampania polegająca na pozyskiwaniu leadów, bardzo często wybierana przez naszych klientów. Mogą to być też zapisy do newslettera, czy w ogóle proces tworzenia lejka sprzedażowego. Wtedy np. zachęcamy potencjalnych klientów do pobrania darmowego materiału, może to być e-book lub jakakolwiek inna bezpłatna wartość dodana, a potem organizujemy kampanie zaawansowane, nakierowane stricte na konwersję, które mają spełnić cel naszego klienta.

DM: Powiedziałaś, że takie kampanie wymagają regularności, dlatego też działacie w formie abonamentowej. Jak długo trwają takie współprace? To są raczej tygodnie? Miesiące?

SK: Mamy kilka takich współprac, klientów, którzy są z nami tak naprawdę od samego początku, czyli od przeszło czterech lat. Jak widzisz, niektóre kampanie to po prostu proces nawet kilkuletni. Z takich ciekawych przykładów – jeden z naszych klientów, który jest z nami od samego początku, to sklep internetowy, który sprzedaje oczyszczacze powietrza. Oni działali z nami ponad cztery lata. Byli z nami, gdy jeszcze byliśmy małą firmą, a oni, tak samo, dopiero raczkowali. Zaczynaliśmy od kilku tysięcy złotych na reklamę, a teraz, po czterech latach, doszliśmy do budżetów 40 tysięcy miesięcznie. To jest duży sukces i bardzo się cieszymy, że ta firma tak bardzo się rozwinęła. Odeszli od nas, bo są już na tyle duzi, że otworzyli swój wewnętrzny dział social media i działają teraz samodzielnie.

DM: Dla osób, które nie do końca znają social media, albo nie znają ich aż tak dobrze jak Ty: czy social media są dla każdego? Każdej firmy? Każdej branży?

SK: I tak, i nie. Chodzi o to, że mamy tutaj szeroką gamę portali i jesteśmy w stanie do każdej branży dobrać portal. Aczkolwiek są branże, które są dla jednych portali lepsze, dla niektórych gorsze, np. na Instagramie, który jest bardzo wizualny, świetnie sprawdzają się takie branże, jak: moda, beauty, fitness, wnętrza. Tak samo na Pinterest. To są miejsca, w których bazujemy głównie na zdjęciach.

Na Facebooku funkcjonuje większość, śmiem nawet zaryzykować stwierdzenie, że każda branża.

Jeśli chodzi o LinkedIn, to tutaj idziemy w tematy stricte biznesowe, czyli np. marki IT itp.

Twitter z kolei, jeśli chodzi o rynek polski, świetnie sprawdza się w tematach politycznych, dziennikarskich.

Przy tworzeniu początkowej strategii staramy się dobrać odpowiedni portal dla klienta, miejsce, w którym może prowadzić skutecznie działania reklamowe. Bo, nie oszukujmy się, nie jest sztuką „przepalić” budżet i ulokować go w nieodpowiednim miejscu. Między innymi też po to są też takie agencje, jak nasza, żeby doradzić w tej sprawie i dobrze wybrać.

Dla przykładu mogę opowiedzieć o naszym najdziwniejszym kliencie. Mianowicie robiliśmy kampanię reklamową na Instagramie dla psiego celebryty. Budowaliśmy jego markę osobistą, pozyskiwaliśmy dla niego fanów, obserwatorów.

DM: Gdy mówisz o social mediach, widzę w Tobie ogromną pasję. Jak to się stało, że robisz to, co robisz?

SK: Jak to w życiu bywa, oczywiście wyszło to przez przypadek, nie będę tego ukrywała. Moja przygoda z social mediami zaczęła się jeszcze na studiach, kiedy profesor na jednym z wykładów zadał nam, jako zadanie na zaliczenie, aktywowanie społeczności w sieci. Razem z moimi trzema koleżankami wymyśliliśmy projekt, który wykonałyśmy za pomocą fanpage’a na Facebooku. Wymyśliłyśmy, że zbierzemy 10 tysięcy odpowiedzi od ludzi z całego kraju, którzy wyślą nam zdjęcie kartki A4 z napisem „Gurba, daj Pan 5” i w ten sposób poproszą naszego profesora, żeby postawił nam piątki.

Profesor dowiedział się o akcji szybciej, niż powinien, ponieważ, jeszcze przed zaliczeniem przedmiotu, akcja troszkę wymknęła się nam spod kontroli. Podchwyciły ją wszystkie krajowe media, łącznie z telewizją, radiem, gazetami, portalami. Wystąpiłyśmy nawet w takich programach jak „Dzień Dobry TVN” czy w głównym wydaniu „Wiadomości”. Było mnóstwo wywiadów, do gazet, do portali, do radia. Włączyło się w to wielu celebrytów, polityków, sportowców, bardzo wiele znanych osób. Do tej pory jest ona uważana za jedną z najgłośniejszych viralowych akcji w Polsce. I, co najważniejsze, została ona zrobiona bez ani jednej złotówki budżetu. My wtedy byłyśmy biednymi studentkami, nie miałyśmy na to środków, a jeśli miałyśmy, to ograniczone.

No i po tej akcji posypały się różnego rodzaju propozycje współpracy z osobami, firmami, w tym także z agencjami. Potem pracowałam w kilku agencjach, najpierw na etacie, a później przyszedł czas, by założyć swoją.

DM: Pracowałeś wcześniej, zaraz po studiach, jako specjalista w agencji i postanowiłaś założyć swoją działalność. Jakie były początki w biznesie?

SK: Przyznam, że bardzo trudne, a każdemu się na początku – tak samo i mnie się wydawało, że to jest takie proste. Byłam specjalistą z dużym doświadczeniem w branży mediów społecznościowych, ale nie miałam zielonego pojęcia o tym, jak prowadzić firmę, jak wyglądają wszelkiego rodzaju procesy, czy nawet kwestie logistyczne. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, jak trudno znaleźć siedzibę dla firmy lub pozyskać finansowanie, np. na odpowiedni sprzęt.

Inna kwestia – zarządzanie firmą i pracownikami. Chyba każdy przedsiębiorca ma coś takiego, zwłaszcza na początku swojej drogi i musi z tym walczyć. Wydaje mu się, że on sam wszystko zrobi najlepiej i trudno jest mu na początku delegować obowiązki. Też musiałam się tego nauczyć, bo w pewnym momencie nie wystarczało mi na wszystko czasu. No i to było takie zderzenie: musisz być taki multitasking, robić wiele rzeczy naraz i na wszystkim się znać; jesteś od razu rzucony na głęboką wodę i musisz sobie z tym poradzić, bo jak nie, to zginiesz.

DM: Gdy rozpoczynamy działalność, wiele rzeczy trzeba zrobić samemu, bo nie ma kto tego zrobić…

SK: Dokładnie tak, w tym wszystkie kwestie handlowe, takie jak pozyskiwanie klientów

DM: Zatem jak pozyskiwałaś klientów na samym początku?

SK: Oczywiście na początku przychodziło to naturalnie, pocztą pantoflową. Zaczęło się od znajomych, którzy wiedzieli, że się tym zajmuję i zwracali się do mnie. Aczkolwiek nie ukrywam, że ciężko było mieć taką rentowność i klientów pozyskiwać regularnie, cały czas. To było dużym wyzwaniem. Wtedy też zderzyłam się z pierwszymi przypadkami, bo wcześniej, jako specjalista, nie miałam osobistego kontaktu bezpośrednio z klientem. A wiadomo: są klienci łatwiejsi i trudniejsi, trzeba było się też nauczyć skutecznie z nimi komunikować. Oczywiście na początku były to drobne zlecenia, typu jednorazowa pomoc w jakiejś kwestii, drobniejsze firmy. Później to naturalnie przechodziło w większe firmy, duże marki.

DM: Jaka jest różnica pomiędzy obsługą klienta mikro, od których zaczynaliście, a taką dużą korporacją typu Microsoft?

SK: Z pewnością są to bardziej ustrukturyzowane działania. Większe firmy, większe korporacje, wbrew pozorom nie mają większych wymagań. Są to też firmy niekiedy bardziej świadome działań w social mediach. Znają cele, dokładnie znają profil swojego klienta, do którego chcą dotrzeć.

A z małymi firmami często, oczywiście nie mówię, że ze wszystkimi, bo nie możemy generalizować, bywa tak, że jak pytamy, kto jest potencjalnym klientem, to pada odpowiedź: „Każdy”. A każdy to tak naprawdę nikt. Często początkowe działania były, wbrew pozorom, utrudnione.

Ale tak, jak mówię, w dalszym ciągu współpracujemy też z mniejszymi podmiotami, które razem z nami się po prostu rozrosły, ale też z nieco większymi czy nawet bardzo dużymi.

DM: Wspomniałaś też o klientach zagranicznych, takich jak „Take me to Japan”. Macie w swoim portfolio innych klientów zagranicznych?

SK: Tak, oczywiście. Przyznam nawet, że zainteresowanie firm zagranicznych naszą obsługą w Polsce jest niemałe. Głównie dlatego, że dla nich cena jest konkurencyjna, a jakość bardzo wysoka. Mamy zatem klientów z Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz Dubaju.

DM: Czym się różni obsługa klienta zagranicznego od polskiego?

SK: Po pierwsze trudniejsza jest dla nas komunikacja z klientem prowadzona w języku angielskim. Oczywiście nie jest to dla nas problem, bo zarówno ja, jak i kilka osób z mojego teamu, posługujemy się płynnie językiem angielskim. Ale oczywiście jest to zawsze jakaś bariera. W przypadku klienta, o którym wspominałam, klienta z Australii, w grę wchodziły też takie kwestie, jak strefa czasowa, czyli musieliśmy znaleźć jakąś dogodną godzinę na dogranie szczegółów.

DM: Jakie firmy, z jakich branż zagranicznych, korzystają z waszych usług?

SK: Sklepy internetowe, bardzo różnorodne, jeśli chodzi o asortyment, np. producenci odzieży czy nawet luksusowych luster. Nasi klienci korzystają z naszych standardowych usług, zlecają nam obsługę portali, ale jeśli chcą zostawić prowadzenie social mediów po swojej stronie, to na przykład wykupują szkolenie wewnętrzne, które prowadzę osobiście w danej firmie.

Jestem szkoleniowcem. Miałam okazję występować na różnego rodzaju wydarzeniach związanych z social mediami. Na konferencji „Laboratorium dobrej marki” dla projektantów i architektów prowadziłam panel na temat działań w social mediach właśnie dla tej branży.

DM: Do jakiego klienta kierujecie szkolenia z social mediów? Dla kogoś, kto już coś wie i chciałby dowiedzieć się więcej, czy dla osób, które nie mają o tym w ogóle pojęcia, nie miały styczności i chcą się nauczyć od podstaw?

SK: Przyznam, że lepiej jest, jeśli ktoś już coś wie, a firma ma siły przerobowe, czyli pracownika, który będzie oddelegowany czas zajmowania się social mediami, bo wtedy takie szkolenie ma sens. Mieliśmy kilka przypadków, że prowadziłam wewnętrzne szkolenie dla całego zespołu, a koniec końców firma i tak nam tę obsługę oddała, bo zabrakło osoby do prowadzenia. Jeśli mamy codzienne, zawodowe obowiązki, wtedy często social media są zrzucane na dalszy plan; mają być zrealizowane w wolnej chwili, a ostatecznie wychodzi na to, że nigdy.

Szkolenia, które prowadzę, są intensywne. Mają też formę warsztatów, więc naprawdę można się na nich dużo nauczyć. Wiedza, którą przekazuję, jest naprawdę wartościowa. Aczkolwiek, nie oszukujmy się: po jednym szkoleniu specjalistami nie zostaniemy. Więc albo trzeba samemu dalej się doszkalać, drążyć tę wiedzę, czytać różnego rodzaju artykuły branżowe, śledzić nowości, nowinki czy też zapisywać się na kolejne szkolenia.

Ciekawą usługą jest doradztwo – wspieramy osoby, które wzięły udział w szkoleniu, pomagamy, monitorujemy, czy ich działania idą w dobrym kierunku.

DM: Wymieniłaś wiele różnych kompetencji: znajomość portali, inne umiejętności – graficy, autorzy tekstów… Nie robi tego jedna osoba?

SK: Tak, nie robi tego jedna osoba. Obecnie mamy zespół ponad 10 osób. Każdy zajmuje się tym, co umie najlepiej, zadania są podzielone. Są graficy, którzy zajmują się obróbką zdjęć i grafiką, są copywriterzy, którzy piszą teksty; są też specjaliści social media, którzy układają całe strategie, a także prowadzą kampanie reklamowe. Poszczególni pracownicy specjalizują się w danych portalach i wtedy kierujemy do nich klientów, których dotyczy obsługa danego portalu.

DM: Ponad dziesięć osób aktualnie w zespole, ponad stu klientów obsłużonych w ostatnim roku. Jakie jeszcze inne cyfry opisują Shine On Agency?

SK: Shine On Agency to już ponad 4 lata działalności w branży. W ciągu tych 4 lat obsłużyliśmy ponad 200 klientów. W ostatnim roku przekroczyliśmy magiczną liczbę miliona złotych obrotu, ba, nawet półtora miliona.

DM: Gdzie widzisz Shine On Agency za kilka lat?

SK: Widzę Shine On Agency jako lidera na polskim rynku agencji marketingu online, specjalizujących się w mediach społecznościowych. Dążymy do tego, aby być jedną z największych i najbardziej pożądanych agencji w Polsce. Chcemy dalej rozszerzać swoją działalność na rynki zagraniczne, ale także na całą Polskę.

Planuję również powiększenie zespołu. Wiadomo – za większą liczbą klientów musi stać liczniejszy zespół.

W planach jest także znalezienie nowej siedziby, bo w obecnej robi nam się powoli ciasno.

Oprócz tego nadal chciałabym przekazywać wiedzę na temat social mediów, edukować, uczyć skutecznego prowadzenia działań marki w sieci. Jednocześnie wdrażamy inne produkty, tzn. różnego rodzaju szkolenia online, e-booki, które będą niebawem dostępne na naszej stronie www. Będzie je można zakupić jednym kliknięciem.

DM: Każdy cel wymaga podjęcia konkretnych kroków. Jakie planujesz w kontekście pozyskania nowych klientów, w tym zagranicznych? Jakie działania masz zaplanowane?

SK: Do tej pory w pozyskiwaniu klientów na rynki zagraniczne pomógł nam BNI, więc jest to jedna ze strategii pozyskiwania klientów. Około 50% klientów, z którymi współpracujemy, to są właśnie ci pozyskani z rekomendacji BNI. Już ponad trzy lata temu dołączyłam do jednej z krakowskich grup BNI i współpracuję z przedsiębiorcami z różnych branż. Namówiła mnie do tego moja mama, która wcześniej była członkinią jednej z grup. Oprócz tego utwierdziła mnie w tym jedna osoba, którą znałam jeszcze wcześniej, przed BNI. I właśnie tę osobę zapytałam o radę, czy warto spróbować. I dobrze wiesz, kto był tą osobą…

DM: Chyba nie jesteś na mnie zła za tę rekomendację?

SK: Wręcz przeciwnie, jestem Tobie bardzo wdzięczna. Zresztą, gdyby ta rekomendacja nie przyniosła profitów, nie działałabym w organizacji od ponad trzech lat.

DM: Jak wyglądały Twoje początki w grupie? Jakie miałaś trudności?

SK: Dołączyłam do grupy jako bardzo młoda osoba, bo jako 25-latka złożyłam firmę. Wydawało mi się, że ciężko mi będzie, jako mało doświadczonemu przedsiębiorcy, się odnaleźć, bo, jak dobrze wiemy, realia prowadzenia firmy są zupełnie inne.

Nie byłam pewna, czy się odnajdę wśród tych wszystkich osób, które mają dużo większe firmy, dużo większe doświadczenie. Bardzo pomogli mi też koledzy z grupy, którzy doradzali mi w kwestiach zarządzania firmą, układania różnego rodzaju procesów w niej.

Moje początki były trudne też z racji tego, że, przystępując do BNI, nie do końca rozumiałam, jak to działa. Wydawało mi się, że rekomendacje same do mnie przyjdą, ale po jakimś czasie się przekonałam o wartości elementarnej zasady, którą powinien znać każdy, zwłaszcza nowy członek, który przystępuje do BNI: BNI działa, ale wtedy, kiedy my działamy. Kiedy zaczęłam się spotykać z innymi członkami, dawać się im poznać, zaczęłam też poznawać ich biznesy. Oczywiście zaczynałam od tego, że najpierw starałam się im dać wartościową rekomendację, licząc na to, że też mi się odwdzięczą.

Kiedy dostałam szansę od nich i zaczęli mi dawać rekomendacje, to ja i mój zespół robiliśmy wszystko, żeby te zarekomendowane zlecenia obsłużyć jak najlepiej. I, jak widać, to zaprocentowało, ponieważ teraz jesteśmy postrzegani jako rzetelna firma. Świadczyć o tym może też to, że około jedna czwarta grupy to nasi byli lub obecni klienci.

DM: Jakie najciekawsze rekomendacje otrzymałaś w ciągu lat, odkąd działasz w organizacji?

SK: To na pewno wcześniej już wspomniany Microsoft, dla którego pozyskaliśmy uczestników organizowanego przez nich wydarzenia. Z innych firma, o której już wcześniej wspominałam, „Take me to Japan”, dla której robiliśmy rekrutację studentów do szkół, a była to była kampania stricte nakierowana na Japonię i Australię. Poza tym rekomendacja do występu w roli prelegenta na jednym z większych wydarzeń social media.

DM: Jaka jest wartość zleceń, którą udało się zrealizować Twojej firmie dzięki rekomendacjom partnerów biznesowych z grupy?

SK: W przeciągu tych trzech lat to była kwota blisko pół miliona złotych. To jest oczywiście kwota widniejąca na fakturach, aczkolwiek wyniosłam z tego też wiele wartości niemierzalnych, których nie jesteśmy w stanie przeliczyć na pieniądze, typu: poznanie etykiety biznesowej, obycie, poszerzenie portfolio klientów, nawiązanie kontaktów biznesowych, również doradztwo i wsparcie grupy w zakresie samego zarządzania firmą i jej rozwoju.

Rozwinęłam się również w wielu innych obszarach, takich jak wystąpienia publiczne. Miałam okazję pracować przez rok w zarządzie, a to pomogło mi doszlifować, niemal do perfekcji, wystąpienia publiczne, co później przełożyło się na lepsze i płynniejsze prowadzenie szkoleń w firmie.

Bardzo wiele rzeczy, które istnieją w strukturach BNI, może nie zero-jedynkowo, ale skopiowałam do swojej firmy, zainspirowałam się i wdrożyłam.

DM: Co przyniosło największe efekty w ramach działalności w BNI?

SK: Największy efekt przyniosło przede wszystkim poznawanie ludzi, czyli spotkania jeden na jeden, a także to, że pozwoliłam się im poznać. Oprócz tego staram się dawać wartościowe rekomendacje, licząc na to, że ktoś się potem będzie chciał odwdzięczyć i faktycznie w większości przypadków tak jest. Poza tym angażowanie się w różnego rodzaju funkcje – jak mówiłam, przez rok byłam w zarządzie. Naturalnym procesem jest to, że jako agencja social media zajmowaliśmy się i nadal zajmujemy Facebookiem naszej grupy.

Dowiedz się więcej o BNI: biznesprzezrekomendacje.pl

DM: Czy można powiedzieć, że w wielu miejscach zaczynałaś od tego, że dawałaś więcej od siebie?

SK: Dokładnie tak. Co mogłabym poradzić nowym członkom, którzy nie znają jeszcze mechanizmu działania organizacji, to właśnie to, żeby starali się najpierw dać coś od siebie. To, co też powiedziałam wcześniej – BNI działa, ale kiedy my działamy. Jeśli ktoś przychodzi do grupy, czeka i nic nie robi w tym kierunku, to wtedy bycie w grupie nie przyniesie żadnych profitów. Te wszystkie działania analogicznie możemy odnieść do swojej firmy, czyli po prostu stosować na co dzień u siebie. BNI nauczyło mnie też pracy na rekomendacjach i to nie tylko wewnątrz organizacji, ale też poza nią, we własnej firmie.

DM: Jak miałabyś powiedzieć, czym jest dla ciebie BNI i komu mogłabyś polecić organizację? Jaka będzie Twoja odpowiedź?

SK: BNI to dla mnie również w pewnym sensie styl życia, bo już od ponad trzech lat spotykam się z tymi samymi ludźmi co tydzień. To są różnego rodzaju zażyłości koleżeńskie – po prostu widujemy się już na stopie koleżeńskiej, te relacje są już bardzo zaawansowane. BNI polecam każdemu, kto chciałby rozwijać swój biznes, znaleźć skuteczny sposób na pozyskanie nowych klientów. Sama przekonałam się, że nic nie działa tak, jak ciepłe rekomendacje.

Polecam BNI wszystkim, którzy chcą postawić na swój rozwój osobisty, ponieważ organizacja to także szkolenia, to możliwość poznania etykiety biznesowej, nauczenia się, jak działać w tym biznesie.

Jeśli chodzi o skalę biznesu firm, które mogą przystąpić do BNI, to polecam BNI nie tylko tym małym, które chcą się rozwijać, ale również tym dużym. Bo na takiego klienta, którego ja pozyskałam, czyli Microsoft, myślę, że połasiłaby się niejedna korporacja.

Dużą wartością jest też to, że w grupie mamy kilkudziesięciu rzetelnych przedsiębiorców, którym ze spokojnym sumieniem możemy powierzyć dane zlecenie. Czyli jeżeli np. szukamy podwykonawców, to też jak najbardziej jest to sprawdzony patent: nie musimy ofertować, szukać, bo, jak wiadomo, do grupy przyjmuje się tylko sprawdzone osoby. Więc jeśli komuś na tym zależy, to jak najbardziej rekomenduję.

DM: Sylwio – dziękuję bardzo za dzisiejszą rozmowę. Przybliżyłaś nam tajniki social media oraz to, w jaki sposób działasz przez rekomendacje. Jestem pewien, że będzie to bardzo wartościowe dla osób, które prześledzą tę rozmowę.

SK: Dziękuję, Damianie. Również mam taką nadzieję.