Realizujemy najbardziej prestiżowe projekty dla najbardziej wymagających klientów | Grzegorz Szczepański TDS Form

 | 

BNI Polska

Salony BMW, Audi, Seat, biurowiec w Irlandii dla międzynarodowego koncernu farmaceutycznego czy dworzec kolejowy w Genewie to tylko niektóre z projektów, nad jakimi pracował Grzegorz Szczepański – właściciel dwóch firm: TDS Form, która zajmuje się produkcją mebli oraz Consier, realizującej projekty wnętrz. W jaki sposób rozwinął swoją firmę? 

Z wywiadu z Grzegorzem dowiecie się:

  1. W jaki sposób zbudować firmę od zera.
  2.  Jak pozyskać rekomendacje do znanych osób.
  3. Jakie kroki strategiczne podjąć, by podwoić swoją firmę.

 

Wywiad do obejrzenia

 

 

Wywiad do przeczytania

JJ: Witam serdecznie. Nazywam się Jarosław Juśkiewicz i przeprowadzę wywiad z Grzegorzem Szczepańskim, właścicielem firmy TDS Form i marki Concierge. Cześć, Grzegorzu.

GS: Witam Cię, Jarku.

JJ: Grzegorz – powiedz, kim jesteś, czym zajmuje się Twoja firma.

GS: Jestem producentem mebli domowych i hotelowych na zamówienie; produkujemy meble, produkujemy wnętrza. Obecnie znajdujemy się w Jasionce pod Rzeszowem. Mamy tam nowy obiekt, 2,5 tys. m2 hali produkcyjnej, w której niedawno zebraliśmy nasze wszystkie oddziały i tam działamy.
Moja marka TDS Form zajmuje się obsługą klientów B2B, czyli produkcją mebli, elementów, podzespołów dla całej branży meblowej. Z kolei marka Concierge zajmuje się realizacją wnętrz dla najbardziej wymagających klientów, dla osób, które potrzebują czegoś więcej, które nie boją się wyzwań, których specjalnie nie ogranicza budżet.

JJ: Czyli rozumiem, że jeśli ktoś chciałby mieć 4-, 5-gwiazdkowe wnętrze i zapewne ma budżet na to, ale przede wszystkim ma pomysł i wie, że w sklepie nie zrealizuje swoich zindywidualizowanych planów, to powinien pojawić się u Was.

GS: Tak, zapraszam serdecznie.

JJ: Grzegorzu – powiedz, ile osób zatrudniasz?

GS: Obecnie zatrudniam 44 osoby. Ekipa podzielona jest na trzy działy: budowlany, meblowy i lakierniczy. Osobnym są menadżerowie. Kluczowym jest menadżer projektu i to z nim inwestor ma kontakt. Menadżer projektu staje się przyjacielem inwestora, inwestor może mu się nawet zwierzać. W związku z tym, że ten proces trwa średnio około pół roku, ten kontakt, nawet po zakończeniu inwestycji, jest bliski i często kontaktują się już później prywatnie. Menadżer projektu odpowiada za cały proces; ma dostęp do naszych technologów, konstruktorów, fachowców, od działki budowlanej, przez hydraulikę, tematy budowlane, po meble itd.

JJ: Powiedz, jeśli możesz zdradzić, ile zleceń realizujesz rocznie?

GS: Tak naprawdę w koszyku zleceń zwykle mamy około 40 projektów. Nie jest to tak naprawdę dużo, natomiast są to zlecenia długotrwałe i raczej wysokobudżetowe. Średnia wartość opiewa na około 150 tysięcy; rozpoczyna się od 100 tysięcy w górę, po milion, półtora miliona.

JJ: Jakie to są zlecenia? Co klienci u Ciebie zamawiają?

GS: Najczęściej zamawiają usługę Concierge, czyli produkcję wnętrz. Pod tym kryje się wszystko, co jest związane z wnętrzem – wychodzimy od stanu deweloperskiego i oddajemy mieszkanie inwestorowi łącznie z firanką, zasłoną, sztućcami, papierem do drukarki. W związku z tym, że naszym klientom bardzo spodobała się usługa Concierge, chcieliśmy ją zaznaczyć i pokazać jej wartość. Dlatego nastąpił podział marki: TDS Form zajmuje się klasyczną produkcją B2B, czyli elementów meblowych dla okolicznych stolarni i nie tylko, natomiast Concierge jest to usługa kompletna z całą otoczką, która ma być prestiżowa, wyjątkowa, niepowtarzalna.

JJ: Przybliż – do kogo są kierowane usługi TDS i jak to działa? Kto jest Twoim klientem? Z drugiej zaś strony – kim są przykładowi klienci marki Concierge?

GS: Klientem TDS Form jest firma produkcyjna, meblowa, duża, mała, większa, mniejsza – nie ma to większego znaczenia, bo dla nich właśnie produkujemy fronty meblowe, podzespoły, elementy. Natomiast klientami Concierge są najczęściej zamożni przedsiębiorcy, którzy chcą scedować cały proces tworzenia wnętrza właśnie na nas. Mają komfort i wygodę, że wprowadzają się do swojego mieszkania, apartamentu czy domu w zasadzie jak do hotelu, a my dbamy przez cały ten czas o ich nieruchomość. Często to zlecenie wykracza dalej, bo dochodzą usługi sprzątania w trakcie, przeglądy techniczne itd.

JJ: Grzegorzu – wspomniałeś, że Twoi klienci to często przedsiębiorcy, którzy budują swoje domy. Czy są to zlecenia indywidualne, czy też realizujesz komercyjne?

GS: Oczywiście najczęściej są to projekty indywidualne, natomiast w tym momencie dość mocno rozkręcamy się w B2B. Do tej pory realizowaliśmy takie zlecenia, jak salony BMW, salon Audi, salon Seat. Współpracowaliśmy z BD. To jest międzynarodowy koncern farmaceutyczny, dla którego w Irlandii urządzaliśmy cały biurowiec. W tym momencie pracujemy nad realizacją dworca kolejowego w Genewie. To bardzo ciekawy projekt. Jeśli chodzi z kolei o zlecenia indywidualne, nie ukrywam, że nie mogę wymienić nazw firm, bo wiążą nas umowy. Natomiast pracowaliśmy na Złotej 44 – kilka mieszkań. W tym momencie działamy w Yacht Parku w Gdyni. Mam nadzieję na współpracę na Wyspie Spichrzów nad Motławą w Gdańsku – zapowiadają się ciekawe realizacje. Są to jedne z najdroższych w Polsce zleceń, prestiżowe, ciekawe i właśnie takie chcemy obsługiwać.

JJ: Bardziej nastawiacie się na klienta premium, czy mniejsze zlecenia też są dla Was atrakcyjne?

GS: Mniejsze zlecenia są dla nas atrakcyjne, natomiast nie obsługujemy pojedynczych, typu kuchnia, salon. Obsługujemy domy/mieszkania jedynie w całości, całe wnętrze. Oczywiście podejmujemy również zlecenia dla naszych inwestorów, kilka mieszkań pod wynajem, 50-40 metrów; nie jest to dla nas kłopot. Natomiast jest to rzadsza usługa. Najczęściej trafia do nas inwestor, dla którego już coś robiliśmy. On zna naszą wartość i wtedy jest w stanie w to zainwestować. Bo jeśli przyjdzie do nas klient z mieszkaniem 40 metrów, zakładam, że nie zdecyduje się na naszą usługę.

JJ: Jeśli miałbyś wskazać najciekawszy projekt, z którego jesteś najbardziej dumny, taki najbardziej ambitny? Co by to było?

GS: To projekt, który jest realizowany w tym momencie – inwestycja w Yacht Parku, 90-metrowy apartament nad samą mariną. Koszt ponad 11 tysięcy złotych za metr wykończenia, więc naprawdę ciekawa inwestycja. Im trudniejszy projekt, im bardziej złożony, tym bardziej cieszy i o takie właśnie wyzwania nam chodzi. Pamiętam, jak kiedyś, gdy Harry Potter wchodził do kin, mieliśmy klienta, któremu robiliśmy cały dom, a regał w pokoju syna miał się otwierać po przesunięciu książki. I to mi się bardzo spodobało, i tak naprawdę cieszy mnie do dzisiaj. Natomiast każdy projekt ciekawy, inny, a jeśli w dodatku wymagający, to jest to, o co nam chodzi.

JJ: Grzegorzu? Jakie największe zlecenie obsługiwałeś do tej pory?

GS: Jedno z ciekawszych zleceń to był dom o powierzchni ponad 600 metrów kwadratowych z siedmioma sypialniami, ośmioma łazienkami, salą kinową, ze spa w podpiwniczeniu, z windą, ze szklanymi schodami. Niestety, nie mogę powiedzieć nic więcej.

JJ: Rozumiem, że klientem była znana osoba.

GS: Tak, znana osoba, tyle mogę powiedzieć. To jest minus naszych działań, że niestety nie wszystkimi zleceniami możemy się pochwalić.

JJ: Grzegorzu, w takim razie podsumujmy – jaki obrót ma Twoja firma?

GS: Obrót mamy na poziomie 6-6,5 mln zł, natomiast w przyszłym roku chcemy go podwoić. Właśnie w związku z naszą przeprowadzką i całymi inwestycjami, które poczyniliśmy ostatnimi czasy, mamy taki ambitny plan, żeby go podwoić. Natomiast średnio rocznie obsługujemy około 40-50 klientów indywidualnych, czyli takich z marki Concierge. Natomiast jeżeli chodzi o usługi TDS Form, to są to głównie zlecenia stałe, które wpadają nam, jak gdyby, miesięcznie. W tym momencie obsługujemy około 40 stolarni z Podkarpacia i okolic, natomiast chcemy rozwinąć to szerzej. Mocno wchodzimy w zagranicę. Interesuje nas rynek szwajcarski, niemiecki i francuski. W przyszłym tygodniu mam spotkanie w Szwajcarii z jednym z producentów meblowych. Będziemy rozmawiali o poważnych kontraktach.

JJ: Mnie zawsze interesuje, gdy ktoś mówi, że chce podwoić obroty firmy. Jak się ma dwa projekty, to zrobi cztery – nie jest to problem. Ale gdy się ma pięćdziesiąt, to zrobić sto, to już jest większe wyzwanie. Jeśli możesz zdradzić ruchy strategiczne – jak masz to w głowie zaplanowane?

GS: Generalnie pracuję nad tym już kilka lat. To nie jest coś, co urodziło się wczoraj, bo właśnie zmiana lokalizacji, zmiana parku maszynowego, która nastąpiła niedawno, w sierpniu, to kolejny krok w kierunku realizacji celu. Jak chcemy to zrobić? Tak naprawdę do tego czasu ograniczały nas głównie moce przerobowe. To, że zmieniliśmy park i zwiększyliśmy powierzchnię naszego obiektu, to już pozwoliło nam poszerzyć działania. Oczywiście jest potrzebna jeszcze załoga, której w dalszym ciągu poszukujemy. Natomiast jest to wszystko już na takim etapie, że możemy mówić poważnie o tym projekcie i wiem, że go zrealizujemy. To, co wyróżnia nas na tle konkurencji, to na pewno podejście do naszych inwestorów. Podchodzimy megaindywidualnie, czyli chcemy rozwiązać wszystkie ich problemy. Tak naprawdę oni często nawet nie wiedzą, czego potrzebują, Ale my to wiemy i oni to doceniają. Mamy ogromne zaufanie ze strony naszych klientów. Naszą przewagą jest to, że nie boimy się wyzwań. Nie ma takich zleceń, których byśmy nie byli w stanie zrealizować. Nie znamy słowa „Nie”.

JJ: Wspomniałeś, że realizujecie projekty międzynarodowe. Dodaj, w jakich krajach. Jaki masz plan na dalszy rozwój?

GS: Działaliśmy już choćby w Irlandii, w Norwegii, w Rosji, w Niemczech, w Belgii. Natomiast teraz mocno koncentrujemy się na rynku szwajcarskim, niemieckim i francuskim. To jest nasz cel na najbliższy czas.

JJ: Dlaczego akurat te rynki?

GS: To są rynki, na których, jak wynika z naszych badań, nasza usługa będzie najbardziej doceniana i jest na nią miejsce. Poza tym układ geograficzny i fakt, że jesteśmy w UE, pomoże nam na nie wejść.

JJ: Odpowiedz – skąd wziął się pomysł na firmę. Jak to wszystko się zaczęło?

GS: Szczerze mówiąc, od zawsze wiedziałem, czego chcę i od zawsze, odkąd byłem świadomy, wiedziałem, że chcę się zajmować branżą meblową. Stolarkę zaszczepił we mnie dziadek. Kiedy już ukierunkowałem się, poprzez wszystkie szkoły, kursy itd., wiedziałem, że chcę prowadzić własny biznes i długo się też do tego przygotowywałem. To nie była decyzja podjęta ad hoc, tylko długi, żmudny plan wieloletni. To nie trwało chwilę – trzeba było być cierpliwym i czekać.

JJ: Czy jesteś w stanie wyróżnić etapy rozwoju Twojej firmy?

GS: Na początku bardzo szybko nabraliśmy rozpędu. Potem był po jakichś dwóch latach mocny stop związany z tym, że nie byłem do końca przygotowany do kierowania ludźmi, zarządzania produkcją itd. Wydawało mi się, że wiem, natomiast nie wiedziałem. Potem mieliśmy znowu odbicie i tak naprawdę od 2017 roku mniej więcej mamy tendencję wzrostową – regularnie po kilkadziesiąt procent rocznie.

JJ: A co zrobiłbyś inaczej, gdybyś mógł się cofnąć do początku, już mając obecne doświadczenia?

GS: Bardzo ciekawe pytanie, Jarku. Nie wiem, czy bym coś zmienił. A to z tego względu, że każde z tych potknięć, a było ich sporo, muszę przyznać, dzisiaj oceniam pozytywnie. To czegoś mnie nauczyło, w czymś mi pomogło. Uważam więc, że nie zmieniłbym specjalnie niczego.

JJ: Opowiedz o historii, która była takim potknięciem, która nauczyła Cię dużo i pozwoliła się dalej rozwijać.

GS: To było naprawdę poważne i bardzo mocno nami potrząsnęło ponad rok temu, gdy mieliśmy kontrakt w Dubaju. Niestety, przez moją nieuwagę straciliśmy mnóstwo pieniędzy. Trafiliśmy na oszusta, który nas wykorzystał. Ale z drugiej strony – to pomogło mi nauczyć się, jak stać się bardziej czujnym. Sądzę, że dzisiaj jestem już o to silniejszy.

JJ: Często ludzi interesuje początek – masz NIP i co dalej? Skąd się pojawia pierwszy klient? Ja to się dzieje, że możesz zatrudnić pierwszych ludzi? Jak to było u Ciebie?

GS: Ciekawostka jest taka, że miałem pierwszego klienta, zanim nadano mi NIP. Klientem był mój kolega. Od tego się zaczęło. Zwrócił mi uwagę, że to już ten czas, jak gdyby wiedział, że chcę się tym zajmować, że planuję założyć swój biznes. Po realizacji powiedział do mnie: „Grzegorz – to jest ten czas, więc działaj!”. I to dało mi takiego kopa, zmotywowałem się. Natomiast, gdy założyłem działalność, to miałem dwóch klientów maksymalnie. Pracowaliśmy w garażu, z bratem i ze znajomym. Natomiast to nie były perspektywy wielomiesięczne, więc i strach gdzieś tam się czaił. Ale powoli, powoli, od drobnych zleceń, od takich naprawdę podstawowych i zaczęło się rozkręcać dzięki kontaktom i udało się.

JJ: Dzwoniliście, atakowaliście rynek, czy wracały rekomendacje? Jedno zlecenie generowało kolejne?

GS: Zwykle to były właśnie rekomendacje, czyli polecenia od klientów do klientów i tak to się odbywało. Teraz sobie uświadamiam, że do niedawna nie miałem nawet szyldu na firmie. Więc tak: to głównie były rekomendacje.

JJ: Jeśli firma nie ma szyldu, a działa i się rozwija, to znaczy, że to, co robi, robi dobrze. Domyślam się więc, że Wasza jakość pozwala klientom rekomendować Was dalej.

GS: Mam nadzieję, że tak jest. Skoro nas rekomendują, to zakładam, że tak właśnie jest. I cieszę się z tego.

JJ: Pierwsi klienci byli z rekomendacji. To zawsze najlepszy rodzaj klienta. Skąd się pojawiły rekomendacje?

GS: Od samego początku bazowaliśmy na rekomendacji, więc wiedziałem, że ona się sprawdza i jest skuteczna. Podczas jednej z realizacji poznałem kolegę, który zajmuje się produkcją schodów i układaniem podłóg. Zaprosił mnie na spotkanie BNI – wtedy tworzyła się pierwsza grupa w Rzeszowie. Gdy mi naświetlił, czym jest BNI i do czego służy, to już wiedziałem, że to jest to, ponieważ jest oparte na rekomendacjach. Nie musiał mnie specjalnie przekonywać. Wszedłem w to od razu i tak jestem do dzisiaj. W BNI jestem piąty rok.

JJ: Pamiętasz ten pierwszy raz, to pierwsze spotkanie? Jakie miałeś wrażenia? Co z tego wszystkiego zrozumiałeś?

GS: Pierwsze spotkanie było jeszcze na etapie tworzenia grupy. Byłem bardzo zaskoczony tym, że uczestniczą w tym tak duże firmy, a ja, taki nieboraczek, gdzieś tam udało mi się przykleić… Byłem bardzo wdzięczny. Pamiętam, że zrobiłem wtedy w firmie, a mieliśmy wtedy 5 czy 6 osób zatrudnionych, imprezę po tym, jak pozytywnie przeszedłem komitet. To była uroczystość, ponieważ wiedziałem, że to jest coś, co nam pomoże się mocno rozwijać.

JJ: Czy, gdy podejmowałeś decyzję o przystąpieniu do BNI, istniały tematy, które były dla Ciebie jakąś trudnością? Czegoś nie wiedziałeś? Miałeś jakieś obiekcje?

GS: To, czego obawiałem się najbardziej, to na pewno tego, czy będę w stanie dawać moim kolegom z grupy rekomendacje. To była podstawowa obawa. Okazało się, że bezpodstawna. Tak naprawdę szybko okazało się, że to tylko kwestia odpowiedniego podejścia i patrzenia na mojego klienta. To pozwala w bardzo łatwy sposób generować rekomendacje i teraz nie jest to żadnym problemem.

JJ: Przedsiębiorcy na pewno mają różne obawy, kiedy rozważają, czy przystąpić do BNI. Jako członek z pięcioletnim stażem – co byś im poradził?

GS: Goszczący na spotkaniu najczęściej mają obiekcje typu: albo za wczesna pora, albo nie mają czasu. To jest ciekawe, bo jeśli w dzisiejszym świecie ktoś kto ma czas, to nie chciałbym z nim współpracować. Generalnie to jest dla osób, które nie mają czasu, a chcą się rozwijać. Tak naprawdę, dzięki temu, że jestem w grupie, większość swoich spraw załatwiam w piątek, bo wtedy spotyka się moja grupa. Gdybym się nie spotykał z nimi w grupie, musiałbym odbyć 5,6,7 spotkań w ciągu tygodnia, co zabrałoby mi kilka godzin.

JJ: Zdradź temat, jaki dostałeś do tej pory z BNI…

GS: To jest bardzo ciekawe, bo, analizując sobie moich klientów, dochodzę do wniosku, że zdecydowana większość jest pośrednio albo bezpośrednio rekomendowana do nas. W zeszłym tygodniu trafił do mnie klient – mój kolega z grupy zarekomendował mnie do dewelopera. Szczerze mówiąc, deweloper to nie jest dla mnie idealna rekomendacja, ale oczywiście ją przyjąłem. Tymczasem deweloper polecił mnie swojemu inwestorowi. Ten z kolei spotkał się ze mną – i właśnie wczoraj byłem w Gdańsku. Rozmawialiśmy o kilku inwestycjach nad Motławą, na Wyspie Spichrzów, a dokładnie o kilkunastu mieszkaniach dla Dariusza Michalczewskiego. Więc to nie była bezpośrednia rekomendacja, natomiast taka, która daje bardzo dużą perspektywę.

JJ: Opowiedz szczegółowo, jak działają rekomendacje. Co to znaczy, że rekomendacja się pojawia i dochodzi do zlecenia?

GS: Może opowiem na przykładzie z ostatnich 2-3 tygodni. Kolega z grupy zarekomendował mnie do firmy budowlanej, która wznosi domy szkieletowe.

JJ: Zarekomendował, czyli co zrobił?

GS: Przekazał kontakt do mnie, przygotował tę firmę na to, czym się zajmuję, jak pracuję. W momencie, w którym ta firma się do mnie zwróciła, wiedziałem już, z kim rozmawiam, czyli też byłem przygotowany.

JJ: Czyli Twój znajomy odrobił zadanie domowe za Ciebie, bo już cię przedstawił. I w oczach klienta pojawiłeś się jako godny zaufania przedsiębiorca – jeszcze Cię nie widział, jeszcze Cię nie słyszał, a już wie, do kogo dzwoni, i zna Twoją rzetelność? Czy tak?

GS: Tak, dokładnie tak. Co ciekawe – firma, do której zostaliśmy zarekomendowani, budowała właśnie dom pod Dębicą dla inwestora ze Stanów Zjednoczonych. Miała zająć się całym domem, łącznie z wnętrzem, dlatego poprosiła nas o wsparcie. Okazało się, że ów inwestor w Stanach już został o nas powiadomiony przez jeszcze dwie inne osoby, też z BNI. Więc niejako zostaliśmy już kupieni, a jeszcze nie mieliśmy kontaktu. Więc to było megaciekawe. Właśnie trwają rozmowy.

JJ: Mówimy, że BNI zmienia sposób, w jaki ludzie robią biznes. Możesz powiedzieć, czego BNI nauczyło Ciebie? Jak zmieniło Twój biznes?

GS: Myślę, że BNI zmieniło przede wszystkim mnie. Biznes zmienił się jakby automatycznie. BNI nauczyło mnie na pewno większej otwartości, że nie konkurujemy, a współpracujemy, bo kiedyś mocno stawiałem na to, żeby konkurować i być lepszym od innych w branży. W tym momencie bardziej pukam do konkurencji i chcę im pomóc. Co ciekawe – nauczył mnie tego w BNI mój główny, potencjalny konkurent na terenie Podkarpacia – lakierujemy fronty do jego mebli i nie mam z tym żadnego kłopotu. BNI na pewno pomaga rozwijać się, otwiera ludzi, uczy, wspiera w różnych problemach, na pewno daje dostęp do każdej branży, do każdego fachowca. Tak naprawdę moi klienci też nauczyli się tego, że z jakimkolwiek problemem by do mnie nie zadzwonili, że potrzebują takiej czy innej osoby, to w zasadzie ja z kapelusza wyciągam im kontakt. I wydaje mi się, że bardzo by mi tego brakowało, gdybym nie był w grupie. Ta relacja jest pełna. To nie jest sucha relacja, tylko to są kompletne rekomendacje, które mają wartość. I to jest cenne.

JJ: Czy uważasz, że to, że masz w BNI zaplecze w postaci specjalistów i możliwości, o których wspomniałeś – czy czujesz, że to daje Tobie przewagę rynkową?

GS: Zdecydowanie tak. Chociażby ta sytuacja z Dubajem, gdy potrzebowałem pomocy: wykonałem dwa telefony i miałem wsparcie od wielu osób, od wielu specjalistów, od różnych grup i kontakty do osób, do których nie dotarłbym bezpośrednio. Dzięki temu skontaktowałem się z biurem kancelarii adwokackiej, obsługującej Ambasadę Emiratów Arabskich w Polsce, która wie, jak operacyjnie reagować w takich sytuacjach. Większość kancelarii nie była w stanie odpowiedzieć mi na wiele pytań. Natomiast nie sądzę, że sam dotarłbym do odpowiedniej. Nie wiedziałbym nawet, że taka istnieje, gdyby nie BNI. A tutaj była bardzo szybka reakcja i megakonkretna.

JJ: Gdybyś miał coś poradzić osobie, która teraz przystępuje do BNI, jest całkiem nowa. Na co ma zwrócić uwagę?

GS: Na pewno polecałbym, żeby zaufała, poddała się procedurom i schematowi, jaki daje BNI. To jest bardzo cenne, wypracowane przez wiele lat. To wartość, którą trudno na początku docenić.

JJ: Często spotykam się z tym, że przedsiębiorcy mają swoje ego, mają swoje doświadczenie. Mówią: „Ja wiem, jak robić biznes, a tutaj przychodzę tylko po zlecenia”. Czasem jest taki mindset na początku, prawda? Rozumiem, że szkolenia organizowane przez BNI, to nie są tematy typu „Ja to w zasadzie dobrze wiem”, tylko warto się w to wgryźć? Jak sądzisz?

GS: Zanim przystąpiłem do grupy, bardzo lubiłem szkolenia różnego typu. W związku z tym, że nie mam wykształcenia biznesowego, jestem rzemieślnikiem, to potrzebowałem takiej wiedzy. I oczywiście tych kursów i szkoleń odbyłem mnóstwo i wydałem na nie dużo pieniędzy. Wydawało mi się, że już wszystko wiem, bo ile tych kursów można robić? Natomiast okazuje się, że nie do końca, bo ten know-how, tę wiedzę, BNI daje tak naprawdę mimochodem. Każdą jej część można wykorzystać u siebie w firmie, przekładając na swoje warunki. Więc to jest coś dodatkowego, co możemy uzyskać w BNI. Mało tego – to jest tak regularnie powtarzane, że aż wchodzi w krwioobieg. I to jest bardzo cenne.

JJ: Czy jest coś takiego, co bezpośrednio przeniosłeś z BNI, z tych mechanizmów, według których funkcjonuje grupa, do swojej firmy?

GS: Cała struktura. To mi pomogło poukładać wszystko w firmie. Raporty – tego typu rzeczy też przeniosłem do swojej firmy. To są takie rzeczy, których nie widać na pierwszy rzut oka, ale to mi bardzo pomogło zapanować nad załogą, nad ekipą. Bez tego nie poradziłbym sobie – nie ma takiej możliwości.

JJ: Niektórzy przychodzą do BNI stricte po zlecenia, inni szukają partnerów. Ale przychodzą też osoby, które chcą, tak jak powiedziałeś, rozwijać swój biznes. Czy potwierdziłbyś, że w BNI można się nauczyć strukturyzować firmę?

GS: Zdecydowanie tak. BNI to nie tylko rekomendacje, to nie tylko wiedza, ale i zaplecze, i wiele czynników, o których, przychodząc do grupy, nawet nie wiemy, że to dostaniemy, a jednak to się dzieje. Dlatego podkreślam, by przyjąć otwartą postawę, zaufać, być cierpliwym, czekać, a wszystko samo spłynie.

JJ: Grzegorzu, w takim razie, czym jest dla Ciebie BNI? Komu mógłbyś polecić tę organizację?

GS: BNI to dla mnie taki fundament, od którego wszystko się zaczyna i na którym wszystko się w zasadzie kończy. To jest, jak wspomniałem, źródło moich kontaktów, moich współpracowników, często pracowników. To jest fundament, to jest podstawa wszystkiego. Natomiast to, komu bym polecił, to na pewno osobom, firmom, które chcą się rozwijać, które chcą czegoś więcej. Bo BNI nie jest organizacją dla osób, które zatrzymały się w biznesie, zobaczyły swój zenit.

JJ: Grzegorzu, podsumowując nasza rozmowę: sporo już za Tobą, jeśli chodzi o rozwój Twojej firmy, także to, w jaki sposób BNI pomogło rozwijać Twój biznes. Jaka jest Twoja wizja? Gdzie widzisz siebie, swój biznes, za następne pięć lat?

GS: Jak już wspomniałem, na pewno chciałbym się mocno pokazać na rynkach europejskich. To jest nasz cel na najbliższy czas. Kolejnym będzie obsługiwanie celebrytów, polskich i nie tylko. Więc to będzie kolejny krok.

JJ: Życzę spełnienia tych wizji i celów. Bardzo dziękuję za naszą rozmowę i gratuluję dotychczasowego rozwoju. I powodzenia: niech BNI pomaga rozwijać Twój biznes na skalę większą, niż sobie wyobrażasz.

GS: Ja również bardzo dziękuję, Jarku, za rozmowę.