Czterdziestopięciolatek, który boi się odezwać — Aleksandra Bacańska i Fabian Lesner o barierze językowej w biznesie

Aleksandra Bacańska i Fabian Lesner z Highline mówią, dlaczego bariera językowa jest mentalna, a nie językowa, i jak skrócili naukę języka do sześciu miesięcy.

Aleksandra Bacańska i Fabian Lesner prowadzą Highline — biuro tłumaczeń i szkołę językową dla biznesu. Zespół urósł z czterech osób do pięćdziesięciu dwóch, firma tłumaczy w 42 językach i uczy w kilkunastu. Rozmawia z nimi Damian Masel.

Aleksandra Bacańska i Fabian Lesner na okładce wywiadu wideo BNI Polska
Aleksandra Bacańska i Fabian LesnerOkładka wywiadu wideo z pierwotnej publikacji tej historii na stronie BNI Polska.

Rozmowa o tym, dlaczego bariera w mówieniu jest mentalna, jak wpisać naukę języka w kalendarz przedsiębiorcy i co się stało, gdy Aleksandra podniosła ceny.

Bariera, która nie jest językowa

Fabian zaczyna od obserwacji, która wraca u niemal każdego kursanta: „Ja w sumie dużo rozumiem, ale jak przychodzi się odezwać, to mam blokadę”. Opisuje przemianę, którą widuje regularnie — czterdziestopięcioletni przedsiębiorca, który przeszedł trudne negocjacje i sytuacje kryzysowe, w momencie odezwania się w obcym języku mentalnie wraca do poziomu dwunastolatka w szkolnej ławce.

Źródło jest jego zdaniem jedno: przekonanie, że błąd jest czymś złym, bo w szkole za błąd spotykała nas kara — zła ocena, śmiech klasy, przewrócenie oczami. Tymczasem w nauce języka błąd jest nieodzowny. Kiedy boimy się go popełnić, kończy się na „po co się wychylać”, a wtedy rozumiemy dużo i nie produkujemy nic.

Dlatego, jak mówi, ich programy zaczynają się od pracy na przekonaniach, a umiejętności stricte językowe wchodzą dopiero potem.

Sześć miesięcy i pół godziny dziennie

Liczby, którymi opisują firmę, są konkretne. Czterdzieści dwa języki w tłumaczeniach, od dwunastu do piętnastu w nauczaniu — zależnie od zapotrzebowania, bo ludzie uczą się rzadziej, niż potrzebują tłumaczeń.

Sześć miesięcy to czas, do jakiego skrócili proces nauki. Trzydzieści to minuty dziennie plus dwa spotkania z lektorem w tygodniu.

Przykład, który podają: właściciel firmy zatrudniającej 700 osób, bez nadmiaru wolnego czasu, w wieku 59 lat stwierdził, że ma dość tłumaczy ustnych i dogada się sam. Stał się komunikatywny w cztery miesiące.

Aleksandra dorzuca drugi: ich najstarsza kursantka miała 72 lata i uczyła się angielskiego, bo brała udział w rajdach Mille Miglia we Włoszech. Zadzwoniła potem z podziękowaniami — nawiązała tam relacje, prywatne i biznesowe, których przez poprzednie lata jazdy bez rozmów po prostu nie było.

Trzy pytania przed zapisaniem się na kurs

  • Co konkretnie chcesz osiągnąć — jaki masz cel?
  • Po co ci to jest, jaką korzyść przyniesie ta umiejętność?
  • Ile masz na to czasu?

Dopiero po odpowiedziach dobiera się metodę, trenera i częstotliwość. „Tych pytań nam w szkole nie zadawano” — mówi Fabian.

Aleksandra dodaje część, o której przedsiębiorcy zapominają: plan. Nie „we wtorki o 16.00”, bo takiego grafiku nikt prowadzący firmę nie przebrnie, tylko wpisane w kalendarz okna, które i tak są — dojazd, kolejka u lekarza, czekanie na kogoś.

Tłumaczenia: co się naprawdę tłumaczy

Fabian odwraca pytanie o potrzebę tłumaczeń: czy sprzedajesz za granicę, a jeśli nie — dlaczego i czego potrzebujesz, żeby zacząć. Strona internetowa to początek, ale nie koniec: newslettery, wzory maili, skrypty.

Powołuje się na regułę, którą stosuje w rozmowach z klientami — większość ludzi nie kupi opisanej usługi czy produktu, jeśli nie przeczyta o nich w swoim języku ojczystym. Zauważa przy tym, że w samym Krakowie zarejestrowanych jest kilkadziesiąt tysięcy cudzoziemców.

Największe zlecenie, o jakim opowiadają, to tygodniowa konferencja dla trzech tysięcy przedsiębiorców z całego świata — trzynaście osób z ich kadry, tłumaczenia kabinowe, ale też obsługa przerw, lunchów i bankietów, bo wymiana kontaktów była tam równie ważna jak sama scena.

Cena, którą kazano podwoić

Największym wyzwaniem Aleksandry nie była logistyka, tylko cena. Prowadząc firmę sama, weszła w walkę cenową: kto zaproponuje dziesięć złotych mniej za semestr. To kłóciło się z jej wizją kursu, który daje szybki wynik.

Była przygotowana na utratę połowy klientów. W ciągu półtora roku ich liczba się podwoiła — bo razem z ceną wzrosła jakość usługi i obsługi.

Tę rozmowę o wartości koszyka usług odbyła z przedsiębiorcami, których poznała w BNI. Jak to podsumowuje, przyszła po klientów, a dostała know-how.

Fabian trafił do Highline jako podwykonawca — polecił go Aleksandrze znajomy ze studiów, jej kontrahent. Dziś są wspólnikami.

Jego wniosek z tej drogi jest krótki: konkurencja to nie wróg. Kiedy widzi kogoś z tej samej branży, zaprasza do rozmowy zamiast zamykać drzwi.

O tym, jak wygląda budowanie relacji, zanim pojawi się jakikolwiek biznes, piszemy w poradniku o spotkaniach 1 na 1.

Więcej z tematu

Trzy teksty najbliższe temu, który masz przed sobą — z tego samego działu, a gdy dział jest krótki, najnowsze z magazynu.

Zobacz to w praktyce

Wszystko, o czym tu piszemy, dzieje się co tydzień przy stołach Grup BNI. Trzy strony, od których warto zacząć.

  • Uśmiechnięta przedsiębiorczyni z czerwoną teczką BNI idzie przez biuro

    Spotkanie Grupy

    Przyjdź jako Gość na spotkanie Grupy w swojej okolicy i posłuchaj, jak Członkowie przekazują sobie rekomendacje — bez zobowiązań.

    Odwiedź Grupę
  • Przedsiębiorca i przedsiębiorczyni z czerwoną teczką BNI idą, rozmawiając

    Zostań Członkiem

    Dla kogo jest członkostwo, na czym polega BNI, jak wygląda spotkanie Grupy i czy zadziała w Twojej branży.

    Co daje członkostwo
  • Dłonie na laptopie z platformą BNI University, obok czerwona teczka

    Wiedza w BNI

    Cały system edukacji BNI w jednej zakładce — od platformy BNI University po warsztaty, szkolenia i materiały wideo.

    Jak uczymy w BNI